Strona wykorzystuje ciasteczka (cookies). Dzięki cookies nasz serwis działa poprawnie. Polityka plików cookies.

kryzys wieku sredniegoSTATECZNI PANOWIE TRACĄ GŁOWY DLA KOBIET W WIEKU SWYCH CÓREK. Dojrzałe panie strojem i makijażem upodabniają się do młodziutkich dziewczyn i zalotnie popatrują na mężczyzn, którzy mogliby być ich synami. Przedstawiciele obojga płci, ludzie ustabilizowani rodzinnie i zawodowo, nagle postanawiają odmienić swoje życie poprzez nowy związek, inną pracę, realizowanie skrywanych dotąd pasji. Co się takiego dzieje? Ano, dopadł ich kryzys wieku średniego – stwierdzają znajomi.

 

 



Kryzys wieku średniego – już sam termin budzi wiele wątpliwości, bo zdaniem niektórych słowo „kryzys” nie jest tu na miejscu. Kryzys oznacza zapaść, załamanie, regres, podczas gdy w tym przypadku stanowi często inspirację do czegoś nowego, jest czynnikiem twórczym, oznacza przełom w pozytywnym znaczeniu.


– Pewne jest jedno: dotyczy i mężczyzn, i kobiet, jest więc zjawiskiem absolutnie demokratycznym. I chociaż często uzewnętrznia się w sposób wywołujący uśmiech, to przecież dotyka nas znacznie głębiej.


– Rzeczywiście, z kryzysem wieku średniego kojarzymy najczęściej spektakularne mariaże par, które dzieli ogromna różnica wieku, męskie szaleństwa zapisywane na konto drugiej, a nawet trzeciej młodości. To ulubiony temat towarzyskich i plotkarskich rubryk w kolorowych periodykach. Tymczasem sprawa jest poważna, a na wagę problemu zwraca uwagę samo pojęcie wieku średniego. Oznacza ono środek życia. Uświadamia nam, że oto teraz toczyć ono będzie się już z górki, ku starości z jej przypadłościami, ku śmierci.


– Nie tak od razu! Jak w piosence z „Czterdziestolatka” – pół życia za nami, ale przed nami drugie pół.


– Zgoda, ale teraz rozpoczynamy już wędrówkę ku końcowi. Dla wielu pisarzy kryzys wieku średniego łączy się z poczuciem osiągnięcia szczytu, a paradoks polega na tym, że osiągnąwszy ten szczyt, natychmiast się go traci. Z tego rodzi się smutek i melancholia. To tak jak z pełnią lata, która trwa króciutko, dzień może, i natychmiast zwraca nas ku jesieni.


– Coś jednak nie tak z tą melancholią, bo czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie nie pogrążają się w bezgranicznym smutku, dając się nieść fali życia. Raczej wolą się kręcić na jego karuzeli – to znowu nawiązanie do piosenki.


– Jeśli spojrzeć na wiek średni mniej formalnie, a bardziej biograficznie, to okazuje się, że dotyczy on nie tyle połowy, co dwóch trzecich przeciętnego życia. Człowiek czterdziesto-, pięćdziesięcioletni osiąga (przynajmniej teoretycznie) dojrzałość, szczególnego rodzaju mądrość. Polega ona na przewartościowaniu wszystkiego, co do tej pory się wiedziało. Mądrość pozbawia pewności, wiary we własną wszechwiedzę. Odziera z pychy. Pięknie ujął to poeta, Leopold Staff w słowach wiersza: Budowałem na piasku/ I zwaliło się./ Budowałem na skale/ I zwaliło się./ Teraz budując zacznę/ Od dymu z komina.


– Upływający czas uczy nas względności...


– A z punktu widzenia psychologii względne są również starość i młodość. Anglicy mawiają, że stary człowiek jest młody, gdy zachowuje przyszłościową perspektywę czasową. Cechą starości jest świadomość kombatancka, tkwienie w tym, co było. Starość na nic już nie czeka, zna wszelkie reguły. I jest smutna.
Starość, jako cecha, może znamionować dziesięcioletnie, doświadczone przez życie dziecko, któremu brak nadziei. A młodość może rozpierać siedemdziesięciolatka, który snuje plany, wybiega w przyszłość. Młodość, mimo przeżytych lat, zachował Sokrates, a odwołując się do postaci literackich – choćby Grek Zorba, który nabrał zabawowego dystansu do życia, spojrzał na rzeczywistość z ironią i na siebie – z autoironią. Uwolnił się od dosłowności i patosu.

{ads1}

– Bardzo to piękne, ale kto dziś myśli o psychologii? Liczy się metryka, no i wygląd. Osoby po pięćdziesiątce mają kłopoty ze znalezieniem pracy, bo są – mimo świetnej prezencji – za stare, nawet do krojenia pieczarek w pizzerii...


– Istotnie, naszą rzeczywistość bardzo zdominowały rynek i marketing. Młodość i starość odnoszą do walorów zewnętrznych – urody, fizyczności, a zwłaszcza cielesności. Atrakcyjność ciała staje się warunkiem ekonomicznego i życiowego sukcesu. Nasze ciało ma ładnie wyglądać, poddane więc zostaje przemocy kulturowej, głównie rynkowej. Ciemiężymy je ćwiczeniami, siłownie są niczym nowe świątynie, miejsca kultu. Zapominamy, czy też nie chcemy wiedzieć, że ciało to tylko powłoka, opakowanie dla rozumu, intelektu, duchowości, wewnętrznego bogactwa.


– Poddawani takiej presji robimy wszystko, by ujmować sobie lat – poprzez operacje plastyczne i zabiegi, związek z młodym partnerem czy partnerką manifestujemy swoją młodość, ignorancję dla czasu?


– Wraz z wiekiem średnim dotyka nas bolesny kryzys psychiczny, jakim jest świadomość własnej przemijalności, odczucie uciekającego czasu, zmienności istnienia. Przeszłości zmienić już nie możemy i to nas zatruwa. Gdzie podziały się te długie lata? A przyszłość? Czas mija nam z wiekiem coraz szybciej, nie wiemy, ile nam go jeszcze zostało. Chcemy go wypełnić, by nie przeciekał przez palce, zatrzymać, przeżyć zupełnie inaczej.


– W nowym związku, z żoną zamienioną na „nowszy model”, z młodzieńcem u boku uwiarygodniającym naszą atrakcyjność?


– Strategie bywają różne. Jedni zaczynają wszystko od początku, w myśl zasady, że oto dziś jest pierwszy dzień reszty mego życia. Zaznaczają to nową sylwetką, zmianą miejsca zamieszkania, pracy, partnera. Inni postanawiają wzmagać intensywność doznań i wrażeń, który brak dotychczas odczuwali. Rzucają się więc w wir podróży, twórczości, hazardu, seksu... Szukają młodości w kontaktach z młodszymi ludźmi, nawet zawód zmieniają, by znaleźć się wśród młodych, z ich luzem, energią, sposobem myślenia. Niekiedy wiążą się z młodszym partnerem. Nie zawsze wynika to z prawdziwego uczucia, co nie znaczy, że duża różnica wieku przekreśla szansę udanego związku opartego na dojrzałej miłości. Jeśli jednak młodszy partner traktowany jest instrumentalnie, ma jedynie potwierdzić naszą młodzieńczą werwę i sprawność, to niczego dobrego nie wróży.


– Przedłużając młodość w taki sposób, ludzie niby to oszukują czas?


– Raczej wpadają w pułapkę złudzeń, bo i tak świadomość przemijania i nieuchronności tego, co musi nastąpić, będzie się nasilać, łącząc się ze smutkiem. Przecież i tak jesteśmy poddani czasowi, koniecznościom fizycznym i biologicznym. Chcącego los prowadzi, niechcącego ciągnie. I tego zmienić nie można. „Nic dwa razy się nie zdarza” – pisze Wisława Szymborska. Drugiej młodości nie będzie. Trwamy na tej ziemi sekundę, tyle przed nami i tyle jeszcze po nas, jak ze spokojem wywodzi Marek Aureliusz.


– A zatem pozostaje przyjąć ten etap życia po stoicku, pogodzić się z tym, co naturalne, nie poddawać się żalowi i nie popadać w skrajności?


– Melancholia i ciepły humor Starszych Panów są przykładem takiej właśnie postawy. Mądrzy ludzie dokonują w tym momencie życiowego bilansu, sumują to, co już zakończone i zamknięte. Otwierają nowy rozdział. Zawsze coś przecież się kończy, ale też coś się zaczyna, tylko trzeba chcieć to zobaczyć. Wiele razy w ciągu życia umieramy i ponownie się rodzimy. Jeśli ktoś uzna te słowa za zbyt ogólne czy poetyckie, niech przyjrzy się doświadczeniom ludzi, którzy otarli się o śmierć, ocalili życie po wypadku czy ciężkiej chorobie i potrafią się nim cieszyć, nawet mimo ograniczeń spowodowanych na przykład kalectwem. Sokrates mawiał, że wszyscy jesteśmy w celi śmierci. Trzeba to przyjąć do wiadomości, a nie udawać, że nas nie dotyczy. Jak zachowują się ludzie, którym lekarze oznajmiają diagnozę i prognozują kilka miesięcy życia? Najpierw są wściekli, buntują się. Potem czują bezsilność. Następnie przychodzi akceptacja faktów i szacunek dla czasu, który jeszcze pozostał. Jakże ich wtedy cieszy życie we wszystkich przejawach, jak potrafią je smakować, dostrzegając to, czego wcześniej nie zauważali, nie doceniali!


– Na hormonalne huśtawki meno- i andropauzy, na kryzys wieku średniego najlepsza będzie więc pogodna zgoda ze sobą i czasem?


– Ważne jest wsłuchanie się w siebie. Wojciech Eichelberger, znany psycholog, utrzymuje, że nasze ciało samo wie, kiedy chce pić, pracować, spać, kiedy potrzebuje seksu, a kiedy nie. Problem polega na tym, że my zamiast wsłuchać się w siebie i zawierzyć naturze, sterujemy ciałem, zmuszamy je do różnych rzeczy wbrew jego potrzebom, sztucznie, na siłę. Ulegamy mitom, modom, stereotypom. I to jest dramat: udany seks dzięki viagrze, anoreksja w odpowiedzi na kult szczupłej sylwetki. W życiu jesteśmy pomiędzy muszę–powinienem–chcę. Od pewnego wieku liczy się przede wszystkim „chcę”. Owo „chcę” musi jednak dotyczyć człowieka pogodzonego wewnętrznie, człowieka integralnego, jego ciała i psychiki.


– Skoro już padło słowo viagra – medycyna i współczesna nauka uczyniły wiele dla przedłużenia ludzkiego życia, podtrzymania ogólnej sprawności.


– Ale za tym, przynajmniej w kulturze zachodniej, nie idzie szacunek dla sędziwych ludzi. Starzy ludzie są raczej zawadą niż poważanymi mędrcami integrującymi rodzinę. Kult młodości zatrzymywanej nawet kosztem ośmieszania się ma i taki skutek. Niestety.

 Z filozofem dr. Andrzejem C. Leszczyńskim rozmawiała Anna Jęsiak zyjdlugo.pl

 

kryzys wieku sredniegoSTATECZNI PANOWIE TRACĄ GŁOWY DLA KOBIET W WIEKU SWYCH CÓREK. Dojrzałe panie strojem i makijażem upodabniają się do młodziutkich dziewczyn i zalotnie popatrują na mężczyzn, którzy mogliby być ich synami. Przedstawiciele obojga płci, ludzie ustabilizowani rodzinnie i zawodowo, nagle postanawiają odmienić swoje życie poprzez nowy związek, inną pracę, realizowanie skrywanych dotąd pasji. Co się takiego dzieje? Ano, dopadł ich kryzys wieku średniego – stwierdzają znajomi.

 

 



Kryzys wieku średniego – już sam termin budzi wiele wątpliwości, bo zdaniem niektórych słowo „kryzys” nie jest tu na miejscu. Kryzys oznacza zapaść, załamanie, regres, podczas gdy w tym przypadku stanowi często inspirację do czegoś nowego, jest czynnikiem twórczym, oznacza przełom w pozytywnym znaczeniu.


– Pewne jest jedno: dotyczy i mężczyzn, i kobiet, jest więc zjawiskiem absolutnie demokratycznym. I chociaż często uzewnętrznia się w sposób wywołujący uśmiech, to przecież dotyka nas znacznie głębiej.


– Rzeczywiście, z kryzysem wieku średniego kojarzymy najczęściej spektakularne mariaże par, które dzieli ogromna różnica wieku, męskie szaleństwa zapisywane na konto drugiej, a nawet trzeciej młodości. To ulubiony temat towarzyskich i plotkarskich rubryk w kolorowych periodykach. Tymczasem sprawa jest poważna, a na wagę problemu zwraca uwagę samo pojęcie wieku średniego. Oznacza ono środek życia. Uświadamia nam, że oto teraz toczyć ono będzie się już z górki, ku starości z jej przypadłościami, ku śmierci.


– Nie tak od razu! Jak w piosence z „Czterdziestolatka” – pół życia za nami, ale przed nami drugie pół.


– Zgoda, ale teraz rozpoczynamy już wędrówkę ku końcowi. Dla wielu pisarzy kryzys wieku średniego łączy się z poczuciem osiągnięcia szczytu, a paradoks polega na tym, że osiągnąwszy ten szczyt, natychmiast się go traci. Z tego rodzi się smutek i melancholia. To tak jak z pełnią lata, która trwa króciutko, dzień może, i natychmiast zwraca nas ku jesieni.


– Coś jednak nie tak z tą melancholią, bo czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie nie pogrążają się w bezgranicznym smutku, dając się nieść fali życia. Raczej wolą się kręcić na jego karuzeli – to znowu nawiązanie do piosenki.


– Jeśli spojrzeć na wiek średni mniej formalnie, a bardziej biograficznie, to okazuje się, że dotyczy on nie tyle połowy, co dwóch trzecich przeciętnego życia. Człowiek czterdziesto-, pięćdziesięcioletni osiąga (przynajmniej teoretycznie) dojrzałość, szczególnego rodzaju mądrość. Polega ona na przewartościowaniu wszystkiego, co do tej pory się wiedziało. Mądrość pozbawia pewności, wiary we własną wszechwiedzę. Odziera z pychy. Pięknie ujął to poeta, Leopold Staff w słowach wiersza: Budowałem na piasku/ I zwaliło się./ Budowałem na skale/ I zwaliło się./ Teraz budując zacznę/ Od dymu z komina.


– Upływający czas uczy nas względności...


– A z punktu widzenia psychologii względne są również starość i młodość. Anglicy mawiają, że stary człowiek jest młody, gdy zachowuje przyszłościową perspektywę czasową. Cechą starości jest świadomość kombatancka, tkwienie w tym, co było. Starość na nic już nie czeka, zna wszelkie reguły. I jest smutna.
Starość, jako cecha, może znamionować dziesięcioletnie, doświadczone przez życie dziecko, któremu brak nadziei. A młodość może rozpierać siedemdziesięciolatka, który snuje plany, wybiega w przyszłość. Młodość, mimo przeżytych lat, zachował Sokrates, a odwołując się do postaci literackich – choćby Grek Zorba, który nabrał zabawowego dystansu do życia, spojrzał na rzeczywistość z ironią i na siebie – z autoironią. Uwolnił się od dosłowności i patosu.

{ads1}

– Bardzo to piękne, ale kto dziś myśli o psychologii? Liczy się metryka, no i wygląd. Osoby po pięćdziesiątce mają kłopoty ze znalezieniem pracy, bo są – mimo świetnej prezencji – za stare, nawet do krojenia pieczarek w pizzerii...


– Istotnie, naszą rzeczywistość bardzo zdominowały rynek i marketing. Młodość i starość odnoszą do walorów zewnętrznych – urody, fizyczności, a zwłaszcza cielesności. Atrakcyjność ciała staje się warunkiem ekonomicznego i życiowego sukcesu. Nasze ciało ma ładnie wyglądać, poddane więc zostaje przemocy kulturowej, głównie rynkowej. Ciemiężymy je ćwiczeniami, siłownie są niczym nowe świątynie, miejsca kultu. Zapominamy, czy też nie chcemy wiedzieć, że ciało to tylko powłoka, opakowanie dla rozumu, intelektu, duchowości, wewnętrznego bogactwa.


– Poddawani takiej presji robimy wszystko, by ujmować sobie lat – poprzez operacje plastyczne i zabiegi, związek z młodym partnerem czy partnerką manifestujemy swoją młodość, ignorancję dla czasu?


– Wraz z wiekiem średnim dotyka nas bolesny kryzys psychiczny, jakim jest świadomość własnej przemijalności, odczucie uciekającego czasu, zmienności istnienia. Przeszłości zmienić już nie możemy i to nas zatruwa. Gdzie podziały się te długie lata? A przyszłość? Czas mija nam z wiekiem coraz szybciej, nie wiemy, ile nam go jeszcze zostało. Chcemy go wypełnić, by nie przeciekał przez palce, zatrzymać, przeżyć zupełnie inaczej.


– W nowym związku, z żoną zamienioną na „nowszy model”, z młodzieńcem u boku uwiarygodniającym naszą atrakcyjność?


– Strategie bywają różne. Jedni zaczynają wszystko od początku, w myśl zasady, że oto dziś jest pierwszy dzień reszty mego życia. Zaznaczają to nową sylwetką, zmianą miejsca zamieszkania, pracy, partnera. Inni postanawiają wzmagać intensywność doznań i wrażeń, który brak dotychczas odczuwali. Rzucają się więc w wir podróży, twórczości, hazardu, seksu... Szukają młodości w kontaktach z młodszymi ludźmi, nawet zawód zmieniają, by znaleźć się wśród młodych, z ich luzem, energią, sposobem myślenia. Niekiedy wiążą się z młodszym partnerem. Nie zawsze wynika to z prawdziwego uczucia, co nie znaczy, że duża różnica wieku przekreśla szansę udanego związku opartego na dojrzałej miłości. Jeśli jednak młodszy partner traktowany jest instrumentalnie, ma jedynie potwierdzić naszą młodzieńczą werwę i sprawność, to niczego dobrego nie wróży.


– Przedłużając młodość w taki sposób, ludzie niby to oszukują czas?


– Raczej wpadają w pułapkę złudzeń, bo i tak świadomość przemijania i nieuchronności tego, co musi nastąpić, będzie się nasilać, łącząc się ze smutkiem. Przecież i tak jesteśmy poddani czasowi, koniecznościom fizycznym i biologicznym. Chcącego los prowadzi, niechcącego ciągnie. I tego zmienić nie można. „Nic dwa razy się nie zdarza” – pisze Wisława Szymborska. Drugiej młodości nie będzie. Trwamy na tej ziemi sekundę, tyle przed nami i tyle jeszcze po nas, jak ze spokojem wywodzi Marek Aureliusz.


– A zatem pozostaje przyjąć ten etap życia po stoicku, pogodzić się z tym, co naturalne, nie poddawać się żalowi i nie popadać w skrajności?


– Melancholia i ciepły humor Starszych Panów są przykładem takiej właśnie postawy. Mądrzy ludzie dokonują w tym momencie życiowego bilansu, sumują to, co już zakończone i zamknięte. Otwierają nowy rozdział. Zawsze coś przecież się kończy, ale też coś się zaczyna, tylko trzeba chcieć to zobaczyć. Wiele razy w ciągu życia umieramy i ponownie się rodzimy. Jeśli ktoś uzna te słowa za zbyt ogólne czy poetyckie, niech przyjrzy się doświadczeniom ludzi, którzy otarli się o śmierć, ocalili życie po wypadku czy ciężkiej chorobie i potrafią się nim cieszyć, nawet mimo ograniczeń spowodowanych na przykład kalectwem. Sokrates mawiał, że wszyscy jesteśmy w celi śmierci. Trzeba to przyjąć do wiadomości, a nie udawać, że nas nie dotyczy. Jak zachowują się ludzie, którym lekarze oznajmiają diagnozę i prognozują kilka miesięcy życia? Najpierw są wściekli, buntują się. Potem czują bezsilność. Następnie przychodzi akceptacja faktów i szacunek dla czasu, który jeszcze pozostał. Jakże ich wtedy cieszy życie we wszystkich przejawach, jak potrafią je smakować, dostrzegając to, czego wcześniej nie zauważali, nie doceniali!


– Na hormonalne huśtawki meno- i andropauzy, na kryzys wieku średniego najlepsza będzie więc pogodna zgoda ze sobą i czasem?


– Ważne jest wsłuchanie się w siebie. Wojciech Eichelberger, znany psycholog, utrzymuje, że nasze ciało samo wie, kiedy chce pić, pracować, spać, kiedy potrzebuje seksu, a kiedy nie. Problem polega na tym, że my zamiast wsłuchać się w siebie i zawierzyć naturze, sterujemy ciałem, zmuszamy je do różnych rzeczy wbrew jego potrzebom, sztucznie, na siłę. Ulegamy mitom, modom, stereotypom. I to jest dramat: udany seks dzięki viagrze, anoreksja w odpowiedzi na kult szczupłej sylwetki. W życiu jesteśmy pomiędzy muszę–powinienem–chcę. Od pewnego wieku liczy się przede wszystkim „chcę”. Owo „chcę” musi jednak dotyczyć człowieka pogodzonego wewnętrznie, człowieka integralnego, jego ciała i psychiki.


– Skoro już padło słowo viagra – medycyna i współczesna nauka uczyniły wiele dla przedłużenia ludzkiego życia, podtrzymania ogólnej sprawności.


– Ale za tym, przynajmniej w kulturze zachodniej, nie idzie szacunek dla sędziwych ludzi. Starzy ludzie są raczej zawadą niż poważanymi mędrcami integrującymi rodzinę. Kult młodości zatrzymywanej nawet kosztem ośmieszania się ma i taki skutek. Niestety.

 Z filozofem dr. Andrzejem C. Leszczyńskim rozmawiała Anna Jęsiak zyjdlugo.pl